Walenie głową w sufit

Krajowy index wig20usd od dwóch miesięcy wali głową w sufit. Ten sufit to nic innego górne ograniczenie opisanego miesiąc temu trendu spadkowego „stracona dekada”. Od wykresów rysujących uporczywe walenie w sufit żeśmy się ostatnio odzwyczaili. Ostatni raz coś podobnego widziałem chyba dekadę temu – latem 2007 roku – i nie wróżyło to nic dobrego.

wpis_39_1

Bardzo podobnie wygląda modny na tym blogu ostatnio Commerzbank. Też od dwóch miesięcy wali głową w sufit – tym sufitem jest średnia 1000-dniowa, czyli 200-tygodniowa.

wpis_39_2

Bardzo ciekawie wyglądają też jabłka, wpisane w siatkę zniesień harmonicznych. Podstawą zniesień jest poziom z 2003 roku do szczytu z 2012 roku. Wygląda to jakby poziom 156 był osiągnięciem długotrwałego szczytu.

wpis_39_3

Odkąd na stooqu przestała działać analiza techniczna nie mam żadnego fajnego programu do analizy zniesień harmonicznych (rysunek z góry zrobiłem w finanzen.net, który jest fajny, ale jednak nie dość fajny do analiz długich szeregów czasowych).

Posiłkuje się zwykłym kalkulatorem, i to co sobie policzyłem troszkę mnie przeraża. Pomnożyłem sobie 8000 * 1.618 = 12.900 oraz 1500 * 1.618 = 2430. Z punktu widzenia analizy harmonicznej jesteśmy więc w punkcie przełomowym. Zarówno S&P500 jak i DAX skonsumował już wybicie się ze straconej dekady.

Scenariusz, który wydaje się i naturalny i przerażający, to powrót i testowanie od góry opuszczonego kanału bocznego. Przy obecnych poziomach oznacza to solidną bessę. Nie do końca widzę, jaki proces mógłby taką bessę uruchomić. Ryzyka jakie widzę to:

  • Kranch kredytowy – nic nie zdarza się dwa razy pod rząd.
  • Spadek cen obligacji o 20-30% i przebicie się tych strat na giełdę np. poprzez bilanse banków. Ryzyko takiego spadku oceniam na 100%. Wszystko pewne, tylko czas nie pewny 🙂 Dodam, że ten scenariusz to ostatnio oficjalna prognoza oficjalne zalecenie MFW dla Europy. To temat na osobny wpis, że MFW oficjalnie uznał, że metodą wyjścia strefy Euro z kryzysu zadłużeniowego jest wywłaszczenie niemieckiego ciułacza metodą inflacji w kontekście niskich stóp procentowych.
  • Radykalny wzrost płac i kosztów pracy. Ten scenariusz też oceniam jako bardzo prawdopodobny i mocno związany z załamaniem cen obligacji. Nie do końca jest jednak jasne, jak przełoży się to na rynek akcji – pracownicy są z jednej strony kosztem, ale z drugiej, są konsumentem. Drogi pracownik jest też najlepszym stymulatorem inwestycji w automatyzację,  co powinno też giełdę stymulować.

Podsumowując. Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy za kilka miesięcy mieli wybicie w tą czy drugą stronę i gdyby okazało się, że jesienią będziemy żyli w kompletnie innym otoczeniu makroekonomicznym niż dzisiaj.

Czy PiS jest prawicą ?

Przez ostatnie pokolenie, neo-liberalizm i prawica były niemalże synonimami. Obecnie jednak, ten sam neo-liberalizm jest przejmowany przez nowe partie pozycjonujące się raczej jako lewicowe. Z drugiej strony, partie prawicowe, jak krajowy PiS, ten neo-liberalizm otwarcie kontestują.

Co jest fundamentem prawicowości ?

Fundamentem prawicowości jest wiara w tkankę społeczną z złożoną z rodziny, kuzynostwa i lokalnej społeczności, gdyż naturalnie, czy lepiej mówiąc pierwotnie, ludzie żyli w takiej właśnie strukturze. Pra-historycznie, pierwsze skrzypce grane były albo przez kuzynostwo/klan albo przez społeczność lokalną. Emancypacja rodziny nastąpiła tylko w niektórych cywilizacjach i już w czasach historycznych. Jeżeli ludzie przez tyle pokoleń żyli w takich strukturach, to potrzeba bycia i bycia poważanym w strukturze lokalnej jest głęboko wpisana w naturę człowieka. Uznanie tych naturalnych pragnień to właśnie fundament prawicowości.

Lewicowością jest wiara w alternatywne rozwiązania – indywidualizm oraz kolektywizm. Zauważmy od razu, że indywidualizm i kolektywizm nie są od razu aż takimi przeciwieństwami jak je przedstawiano w czasach Zimnej Wojny. Są jak dwie splątane ręce. Podstawą indywidualizmu jest siatka bezpieczeństwa – system emerytalny, opiekuńczy i edukacyjny – zagwarantowana przez kolektyw. Czy te usługi kolektywne są realizowane przez rynek czy państwo, ma znaczenie drugorzędne. Podobnie, podstawą kolektywizmu, dopóki dzieci rodzą się jeszcze w rodzinach, a nie w fabrykach, jest wyindywidualizowanie jednostek z rodziny, by przyłączyć je do kolektywu.

Prawica i gospodarka

Przykładowo, rozbudowany system socjalny uważany jest za znak rozpoznawczy lewicowości. Jest w tym głębsza logika – system ten umożliwia wyemancypowanie się jednostki ze struktury rodzinnej czy klanowej. Zauważmy jednak, że gdy ten system jednoznacznie wspiera rodzinę, jak program 500+, to trudno go nazwać lewicowym. Lewicę do furii doprowadziło właśnie to, że ten program kierowany jest do rodzin a nie do samotnych matek. Widzimy więc, że system socjalny nie jest sam w sobie ani prawicowy ani lewicowy – wszystko zależy od tego, jak wpływa on na tkankę społeczną. Dokładniej oddając ostatnie wydarzenia – prawica skradła lewicy jej podstawowy instrument.

Kolejny przykład to industrializacjia. Gdy budowa fabryk wyrwała ludzi z małych rodzinnych warsztacików i zagnała do blokowisk, było to wielkim programem kolektywizmu. Warto przy tym wspomnieć, że odbyło się to w czasach, gdy tradycyjna tkanka społeczna nie była w stanie zaakomodować zmian technologicznych i demograficznych. Wielka wędrówka ze wsi do miasta była koniecznością dziejową. Prawica była wtedy przeciw. Teraz, gdy okazuje się, że przemysł, dając stabilne zatrudnienie umożliwia formowanie się trwałej tkanki społecznej, prawica się z uprzemysłowieniem przeprosiła.

Lewica zawsze może wejść w taktyczną koalicję w Rynkiem, akcentując indywidualizm lub z Państwem, akcentując kolektywizm. Również prawica może wjeść w taktyczną koalicję w Rynkiem, gdy ten rynek zdominowany jest przez rodzinne czy lokalne firmy, lub z Państwem, gdy Rynek staje się walką korporacji zatrudniającej armie ludzi.

Obecnie wszystko wygląda na no, że Rynek, zdominowany przez korporacje, i Państwo, zdominowane przez ponad-narodowe struktury, wpadli sobie w ramiona z ideami lewicy. Powstał w ten sposób nowy prąd ideologiczny kolektywizmu-indywidualizmu. Brzmi dziwnie, ale tak samo było z trendem konserwatywno-liberalnycm – to też było połączenie ognia z wodą. Taką nowoczesną lewicę zbudował we Francji Macron, a w Polsce nie udało się to .Nowoczesnej. Według mnie, przed wyborami powstanie jakaś „Nowocześniejsza” i to ona zagospodaruje elektorat PO i Nowoczesnej.

Z drugiej strony kształtuje się prawica zepchnięta do narożnika „populizmu”. Ta nowa prawica nie ma jeszcze swojej ładnej nazwy, ale akcentowane wartości to rodzina, folklor, który przestaje być obelgą, retro-warzywa i rzemieślnicze piwo. Wydaje się też, że bardziej akcentowany będzie postęp techniczny, w odróżnieniu od lewicowego postępu organizacyjnego.

Dla wyjaśnienia – jake są moje poglądy

Swiat się zmienia i zmieniać się będzie. Zmieniać się będzie technologia, społeczeństwo i klimat. Musimy to zaakceptować, a nawet twórczo wykorzystać. W tym postępie,  musimy  jednak głębokie zmiany wprowadzać z rozwagą, by nie wylać dziecka z kąpielą, by nie zignorować fundamentalnych i głęboko ukrytych potrzeb człowieka. W skrócie – blisko mi do lekkiego konserwatyzmu – ostrożności w głębokich zmianach, ale bardzo daleko mi do tradycjonalizmu – walki o to, by było tak jak było. Dodam też, że zaliczam się do młodego pokolenia i walka ze zmianami klimatu to dla mnie przejaw twardego konserwatyzmu a nie powiew nowoczesności.

Co to ma wspólnego z giełdą ?

Podstawowym ograniczeniem prowadzenia dużego biznesu przez ostatnie lata jest ochrona środowiska, a szczególnie ograniczenia emisji CO2. Teraz następuje pokoleniowe przetasowanie i wcale nie wiadomo, co będzie dobrem szczególnie chronionym. Może być i tak, że to właśnie lokalne społeczności będą tym dobrem. Może być tak, że cały sektor fast-food, włączając różne Unilevery, będzie passe. Jak będzie nie wiemy, ale już teraz musimy o tym zacząć myśleć, by nie obudzić się z ręką w pustej kieszeni.

Pora coś taktycznie sprzedać …

W giełdzie nie przestaje mnie fascynować, że afera z impeachmentem prezydenta USA wybucha w momencie, gdy nasz prowincjonalny wiguś doszlusował do ważnego oporu. Nigdy tego tak naprawdę nie rozumiałem, ale tłumaczę sobie to tym, że na świecie dzieje się dużo rzeczy mało ważnych – i niektóre z nich wypadają w momencie uderzania o ważny opór, gdy giełda zmienia kierunek, i takie wydarzenie jest przez media rozdmuchiwane jako ważne. Jako wydarzenie, które zmieniło los świata.

Spójrzmy więc na nasz krajowy indeks wig20usd. Od 2007 roku pozostaje on w trendzie „stracona dekada” i właśnie doszedł do ograniczenia tego trendu. Na moje oko, po sześciu miesiącach wzrostów i do tego w maju, indeks nie będzie miał siły przełamać trendu i jeszcze średniej 200-stu tygodniowej. Stracona dekada cały czas obowiązuje. Zakładam głębszą korektę, w okolice przysłowiowego pińcet. Przez korektę rozumiem tu spadki bez przełamania dołków w okolicy 400. Te spadki to będzie pokoleniowa okazja.

wpis_38_1

 

W międzyczasie mój portfel ulega przebudowie. Zrealizowałem w tym tygodniu trochę zysków na Jabłkach. Jak mówi przysłowie – nikt jeszcze nie zbankrutował realizując zyski. To przysłowie traktujemy z mocnym przymróżeniem oka widząc jakie zyski może dać silnie rosnąca spółka jak Apple. Dodam też, że moje zaangażowanie w nią przeczy wszelkim podręcznikom zarządzania kapitałem – metodą wzrostów pozycja ta wypełniała ponad połowę mojego portfela. Mówi się, że jedna pozycja powinna zajmować 5%, choć ja osobiście nie jestem w stanie, przynajmniej teraz, ogarnąć 20-stu spółek. Przez ogarnięcie rozumiem to np. dokładną znajomość porftolio produktów. Przykładowo, by się zdecydować, czy bardziej lubię Spotify czy Apple Music zajęło mi kilka miesięcy. Teraz mogę powiedzieć, że mi bardziej odpowiada Apple Music, ze względu na dużo szerszy wybór płyt z obszaru, który mnie interesuje.

Wracając do przebudowy portfela. Ze spółek niemieckich, poza ostatnio kupionym Commerzbankiem, mam Daimlera, BMW i Infineona, a do mojej świadomości coraz bardziej przebija się wykres niemieckich spółek energetycznych – E.ON i RWE, tutaj ilustracyjnie wklejam wykres tej drugiej.

wpis_38_2

Spółki zostały solidnie przez mniej lub bardzie miłościwie nam panującą Anielę przeczołgane. Zaczynam się obawiać, że samochdówka może być następna. Celem władz jest ileś tam milionów samochodów elektrycznych do 2020 roku. Jednocześnie szef Daimlera oznajmił ostatnio, że Aniela ma nierówno pod sufitem, oczywiście nie dosłownie, tylko po niemiecku, że „głęboko wątpliwym jest osiągnięcie tego a tego celu”. W każdym razie, władza może dojść do wniosku, że swój cel wymusi, a zapłacą za to firmy produkujące samochody, konkretnie mówiąc akcjonariusze. Dlatego postanowiłem się ewakuować. Z całego zamieszania Infineon może wyjść obronną ręką – robi on masę komponentów, które w elektrycznym samochodzie są niezbędne.

Nie wiem jeszcze na jaki dział się przestawię. Spora jest szansa, że zainteresuję się bliżej polskim rynkiem, którzy jest już chyba dość przeczołgany. Ostatnia korekta a potem wieczna hossa.

 

Francja – arogancja

W stwierdzeniu Macrona, że: „Na Polskę trzeba nałożyć sankcje polityczne, bo nie może być tak, że Polska nie przestrzega unijnych wartości, że produkcja jest przenoszona z Francji do Polski” ogniskują się praktycznie wszystkie problemy Francji i Unii Europejskiej.

Na początek mała dygresja. Od wielu lat piszę o 28-letnim cyklu pokoleniowym i o tym, że 28 lat od upadku komunizmu, czyli w okolicach 2016-2018 roku, powinniśmy mieć nowe rozdanie i zmianę paradygmatów. Tak więc we francuskich wyborach kandydaci alternatywni zyskali jakieś 60% głosów. Jest to ewidentny dowód, że stare myśli polityczne się już zużyły i wymiana pokoleniowa jest w pełnym ruchu. Teoria cyklu pokoleniowego znalazła kolejne potwierdzenie.

Wracając do wypowiedzi Macrona. Pierwszy problem jest taki, że politycy wycierają sobie gębę wartościami, gdy chodzi im o własne partykularne interesiki. Macron jest przy tym na tyle niedoświadczony, że powiedział to szczerze i chwała mu za to, że wyartykułował otwarcie to, inteligentniejsi wiedzieli zawsze, a mniej inteligentni uważali za teorię spiskową. Każda unia może trwać jako wspólnota wartości, może też trwać jako wspólnota interesów. Jednak wyszarpywanie swoich interesów przy frazesach o wartościach to początek końca, tak samo na zwykłym poziomie międzyludzkim jak i państwowym.

Po drugie Francja przejechała się na Euro. W 1990 roku podpisany został ostateczny traktat kończący II Wojnę Światową. Elementem tego traktatu było oficjalna zgoda krajów okupujących Niemcy (USA, Wielka Brytania, Francja, Rosja) na zjednoczenie Niemiec. Warunkiem Francji była zgoda Niemiec na przyjęcie wspólnej waluty – celem Francji było uzyskanie stabilnej waluty za darmo.

Tak więc we Francji trwał od zawsze proceder zwiększania płac szybszy niż wzrost wydajności. Po przyjęciu Euro, ten proceder nie był jednak kompensowany osłabieniem się waluty, więc potencjał konsumpcji rósł szybciej niż produktywność. Super. Tyle, że w pewnym momencie koszty pracy są za wysokie i przedsiębiorstwo musi przenieść produkcję, do Polski czy na Węgry. Krótki karnawał kończy się długim postem, bo przedsiębiorstwo, które się raz wyniosło, szybko nie wróci.

Po trzecie wreszcie, musimy się zastanowić dlaczego Francuzowi należy się standard życia wyższy niż Polakowi, Węgrowi, albo Chińczykowi czy Hindusowi. Prze wiele lat wyjaśnieniem był wyższy poziom wykształcenia, wyższy poziom know-how a wreszcie wyższy poziom zachowań pro-społecznych. Te argumenty niestety się wyczerpują. Dzisiaj, typowy Brytyjczyk czy Francuz jest tak samo głupi jak typowy Polak, a wszyscy są mniej zdyscyplinowani niż typowy Chińczyk. Jest to kluczowy, Europejski problem, i ludzie muszą się z nim oswoić, zaakceptować.

Państwa zachodnie były bardzo bogate, ale to bogactwo roztrwoniły na … Chciałbym napisać „obsrywanie własnej tradycji”. I im dłużej o tym myślę, tym bardziej uważam, że nie ma co się bawić w eufemizmy tylko napisać otwarcie jak jest.

Do tego dochodzi problematyka Francja-Niemcy. Gdyby Niemcy byli tak samo bezmyślni jak Francuzi, to problem byłby mniejszy. Cała Europa powoli staczałaby się gospodarczo i co chwila dostawała by zimny prysznic. Niemcy są niestety światowymi liderami eksportu i utrzymują tym silne Euro. Niemiecka siła oparta na kształceniu zawodowym i stałym pejczowaniu klasy średniej daje pozór silnej Europy. Ten pozór silnej Europy uniemożliwia Europejskim elitom i Francji w szczególności spojrzenie prawdzie w oczy – System Atlantycki zostaje zastępowany Systemem Pacyficznym.

Wiosna, wiosna

Wiosna przyszła i od kilku tygodni zamiast w papier inwestuję w beton. Mam masę drobiazgów do zrobienia w domu, koło domu i w ogrodzie. Zadbany ogród jest równie ważny dla naszego poczucia dobrobytu co zadbany portfel. W międzyczasie zebrało się kilak ważny spraw, o których trzeba napisać.

Wyczerpanie trampkowej hossy

Odczucia wskazują na to, że trampkowa hossa wyczerpała się na przełomie lutego i marca.  Różne indeksy różnie reagują – S&P500 się koryguje, WIG20 i Nasdaq się kiszą, DAX szuka własnej drogi. Ja osobiście będę teraz redukował portfel, częściowo w ramach realizacji zysków, częściowo dlatego, że inwestuje we wspomniany beton. W zasadzie dobrze by było zrobić solidną analizę. Świetnym testem byłaby też reakcja rynku na zapowiedź jakiś konkretów w sprawie programu infrastrukturalnego Trumpa.

Świetny wynik budżetu 2016

GUS podał dwa tygodnie temu wstępne dane o wyniku budżetu za poprzedni rok. Wynik jest jeden z najlepszych w historii -2.4 %PKB. Przepowiednie załamania budżetowego tak zwanej totalnej opozycji nie sprawdziły się, zamiast załamania mamy historycznie dobry wynik, znacznie lepszy od średniej. Świetny wynik budżetu będzie zapewne powodem do jeszcze wścieklejszych ataków na rząd, niskie bezrobocie i 500+.

wpis_37_1

Skąd ten świetny wynik budżetu ? Odpowiedź jest banalnie prosta: celem polityki gospodarczej „populistów” jest wysokie poziom zatrudnienia (niskie bezrobocie) a celem polityki „liberałów” jest wysoki poziom bezrobocia, pod hasłem walki z inflacją. Trudno o dobry wynik budżetu, przy wysokim bezrobociu. Oczywiście używam określeń „populista” i „liberał” w cudzysłowie, bo ani pierwsi nie są populistami, ani drudzy liberałami.

Frank Szwajcarski

Ten temat chodzi mi po głowie od kilku miesięcy. Półtora roku temu przepowiadałem eskalację kursu w perspektywie roku. Eskalacji nie było, a czas na nią już się skończył. Tylko ciężko mi napisać, że coś się stało, co widzimy po tym, że nic się nie stało. Radykalne osłabienie franka w okolice 3.6 staje się teraz realnym scenariuszem. Rysunek jest w komentarzu do postu niżej.

Znaczenie inercji

Na gruncie teorii wydajnego rynku, trend nie istnieje – cała informacja jest od razu dyskontowana. Doświadczenie pokazuje jednak, że trend istnieje. Wynika z tego, że na rynku musi być informacja, która rozchodzi się bardzo powoli. Ten problem, na przykładzie, przemyślałem dobrze ponad dekadę temu. Wykoncypowałem sobie wtedy, że dzieciaki wychowane na iPodzie będą w przyszłości miały tendencję do kupowania Maca zamiast Peceta. Czyli w gospodarce istnieje nieujawniony popyt, popyt z inercją, popyt z opóźnieniem. Historia ułożyła się potem zupełnie inaczej, ale i tak jestem mocno na plusie.

Spotykając znajomych i znajomych znajomych w okolicy świąt zawsze uzmysławiam sobie jak funkcjonuje taka inercja na poziomie „mikro”. Wiele ludzie ma zwyczajne bardzo pobieżne informacje o sytuacja budżetu, walut i gospodarki. Zanim zmiany paradygmatu przesiąkną do wszystkich, mija często wiele lat. Szczególnie, jeżeli nowy trend jest łagodny a nie kraszowy.

 

Lex Szyszko i przejrzystość prawna

Ile warta jest działka w centrum miasta, na której rośnie kilka dorodnych drzew ? Do tej pory, odpowiedź na to pytanie była zależna od przychylności urzędnika. Taka działka miała niejasny status prawny, była niby budowlana, ale w gruncie rzeczy jednak nie budowlana. Zorganizowanie przychylnego urzędnika było bardzo opłacalne. Ta opłacalność często szła w kwoty większe, niż przeciętny człowiek zarabia w ciągu całego życia.

Teraz sytuacja się zmieniła i działka formalnie budowlana staje się faktycznie budowlana. Nie wszyscy są zadowoleni. Ci, którzy chcieli kupić tanio by dzięki koneksjom wyciąć drzewa i sprzedać drogo, nagle stracili zawód. Urzędnicy, którzy gotowi byli z ciężkim sercem napisać stosowne pozwolenie przestali być wyroczniami. Do tego dochodzą zwykli mieszkańcy blokowisk, zwanych dowcipnie apartamentowcami, którzy nie mogą ścierpieć, że wieśniaki na swoich działkach pod miastem robio co chco. Wieśniaki nie muszą już pytać się wrażliwych ekologicznie mieszkańców bloczków o pozwolenia.

W ramach oczyszczania działek budowlanych z drzew wyszło na jaw, że wiele działek w miastach nie powinno być prywatnymi ani budowlanymi. Lex Szyszko odegrał tu jednak pozytywną rolę, bo uzmysłowił społeczeństwu problematykę. Zamiast cichego wykarczowania jednego skwerku za drugim, wykarczowane zostały wszystkie na raz. Efekt środowiskowy jest ten sam, ale psychologiczny jest zupełnie inny – efekt podprogowy i lokalny stał się problem społecznym. Być może będzie to pierwszy krok w kierunku lepszego planowania przestrzennego. Teraz już nie będzie można robić świnstewek małymi kroczkami – zamieniać skwerku na budowlany, potem go prywatyzować a po kilku latach stawiać tam bloczku, tak by nikt się nie zorientował.

Ekonomiści twierdzą, że największym problemem polskiej gospodarki jest dramatyczne niski poziom innowacyjności. Według mnie, niski poziom innowacyjności jest skutkiem czy objawem a nie przyczyną. Przyczyny braku innowacyjności są dwie – niskie koszty pracy, wynikające w dużej mierze ze świadomej polityki utrzymywania dużego bezrobocia oraz właśnie z braku przejrzystości prawnej.

Te dwa elementy – wysokie bezrobocie i brak przejrzystości prawnej są ze sobą związane jak yin i yang. Dzięki mętnemu prawu zawsze klika może uwalić niewygodnych konkurentów, a firma ustosunkowana zawsze będzie miała łatwiej. To zapewnia wysokie bezrobocie. Dzięki wysokiemu bezrobociu nie trzeba automatyzacji, wystarczy tani pracownik. Teraz świat się zmienia i nie wszyscy są zadowoleni.

PBG i LAK

Pisząc o końcu straconej dekady, chciałem dokleić wykres PGB, które wybiło się w pięknego spodka. W ostatnim momencie ugryzłem się w język i nie wiem czy dobrze zrobiłem czy źle. Sam spodek i wybicie było piękne, tylko że po nim zaczęło się zaszmacanie papieru jazdami po 20% w górę i w dół. Poważny inwestor, a spółka będzie poważnych inwestorów potrzebować, odbiera to jako mało zabawne. W jakimś sensie szkoda, bo wydawało się, że budowlanka przeszła już czyściec i jest gotowa na nową hossę infrastrukturalną.

wpis_36_1

wpis_36_2

Jazdy spółki być może są związane z krążącymi plotkami, że nowojorskie lotnisko JFK oddaje palmę pierwszeństwa warszawskiemu LAK.

Nad pomysłem nowego lotniska trzeba się na blogu pochylić. Lotnisko ma kosztować 20-30 mld zł. I pierwsze, co mi przychodzi do głowy to stary dowcip, jak szacować czas wykonania skomplikowanego projektu – bierzemy najbardziej pesymistyczną wersję, mnożymy przez 10 i dodajemy 100%.

Generalnie jestem przeciwnikiem gigantomanii. By takie lotnisko zbudować, trzeba sobie dobrze porachować. Po pierwsze, trzeba policzyć, czy obecne lotnisko na pewno się zatka i kiedy. Po drugie, trzeba policzyć realistyczne koszty budowy. Po trzecie, trzeba policzyć koszty operacyjne i liczbę pasażerów. Wreszcie najtrudniejsze – trzeba policzyć, za ile można sprzedać teren pod obecnym lotniskiem.

Okęcie, to piękny kawałek terenu blisko centrum Warszawy i blisko autostrady. Jest to świetne miejsce na biurowce a nawet na nową dzielnicę. Trzeba to jednak dokładnie policzyć – jaki jest możliwy popyt na nowe biurowce i na tereny pod fajne osiedle mieszkaniowe. Według mnie, to ta właśnie liczba jest kluczowa. Ten teren może być warty 10-20 mld zł.

Nowe lotnisko musi być blisko skrzyżowania autostrad, czyli zapewne gdzieś między Żyrardowem a Skierniewicami, by nie być zbyt blisko Łodzi. Nowe lotnisko powinno posiadać bardzo dobre połączenie kolejowe z Warszawą, typu dojazd w 30 min i pociągi kursujące co 10 minut. Nie zaszkodziło by też, by szybki pociąg – Pendolino – w miarę możliwość zawsze przejeżdżał przez lotnisko. Jeżeli lotnisko naprawdę ma być centralne a nie warszawskie, to dojazd z Gdańska, Krakowa czy Poznania musi trwać dwie-trzy godziny. Jeżeli lotnisko ma być centralne a nie warszawskie, to check-in musi być możliwy na stacji kolejowej w Gdańsku, Krakowie czy Poznaniu i kolej bierze na siebie odpowiedzialność, że pociąg zdąży na samolot.

Jeżeli z rachunków wyjdzie, że ma to sens, LAK może być tym na  4RP czym Gdynia była dla II. Kołem zamachowym i dumą kraju. Może być też gruntem nowej hossy infrastrukturalnej.

Oczywiście czy lotnisko powstanie czy nie, nie pozostaje otwarte, ale jaka będzie nazwa i ticker możemy być pewni 🙂