Jakie krawaty …

Polska jak lew broni swojej historycznej roli Męczennika Narodów. Dochodzimy tu jednak do paradoksu. Jeżeli Polska chce być wierna swojej tradycji męczeństwa, to granie tej roli oznacza przyjęcie na siebie winy za wszelakie zbrodnie II Wojny Światowej. Na tym polega to męczeństwo dzisiaj – bycie męczennikiem oznacza uznanie się za sprawcę.

Jeżeli jednak Polska chce chronić swoją tradycję męczeństwa, to musi jej jak lew bronić – sprzeniewierzając się tym samym samej istocie owej tradycji. By być uznanym za męczennika, trzeba teraz być sprawcą. Jak się nie obrócić, to siedzenia zawsze z tyłu.

Według mnie wyjściem jest ucieczka w przód: Zrobiliśmy to, by bronić naszych interesów, i gdy będzie trzeba, nie będziemy mieli strachu, by zrobić to ponownie. Wiec uważajcie.

Reklamy

Korekta – czy jest gdzieś siła ?

Podczas korekty, trzeba szukać siły. Po pierwsze dlatego, że oznacza to, że nie ma tam już słabych rąk, po drugie dlatego, że inni też będą siły poszukiwali. Z tą siłą jest słabawo. W wigu dwudziestym nie ma ani jednej spółki, która byłaby wyżej niż przed miesiącem.  W DAX-ie też słabawo, ale jedna się znalazła. Jest nią koncern medialny ProSieben-Sat1. Wykres miesięczny wygląda fajnie, spółka weszła na nowe szczyty:

wpis_53_1

Wykres 5-cio letni pokazuje, że spółka od czterech lat się kisi. Przeszła też ostatni trzy mocne fale przeczyszczające. Sugeruje to, że słabe ręce nie były nią zainteresowane. Być może w tym szaleństwie jest metoda i trzeba się nad tą spółką dłużej pochylić. Szczególnie, że poza telewizją jest mocna zaangażowana w kilka portali internetowych.

wpis_53_2

USA wygląda generalnie lepiej, co wynika oczywiście ze słabości dolara. Bardzo fajnie wygląda wykres Boeinga – po dwuletniej, praktycznie hiperboli, spółka nic robi sobie z korekty:

wpis_53_3

Dobrze wygląda też Apple. Jak czytelnicy tego bloga wiedzą, Apple to jakoś tak połowa mojego portfela. Gdy redukowałem portfel w na przełomie 2013/2014 spółka była cyklicznie dramatycznie niedowartościowana, była po jakieś 70 USD. Więc sprzedawałem bardziej inne spółki. Powoli dojrzewam do tego, by rozstać się z tym, trzymanym od ponad dekady, papierem.

wpis_53_4

Pora chyba zmodernizować portfel. Ze spółką nic nie jest źle, ale ma już bardzo ograniczone pole do wzrostu. Gdy pojawi się dużo dynamicznych spółek, stabilny kolos może stać się bardzo niemodny. Będę czekał na dobrą cenę i po trochu sprzedawał. Szukając przy tym coś nowego.

Ostatnie parę lat zajmowałem się giełdą na ćwierć gwizdka i chyba powoli pora powrócić do zajęcia się giełdą na poważnie i przebudować też solidnie portfel. W międzyczasie sporo trendów mi umknęło i trzeba by się zastanowić, gdzie jest następny the big thing.

Zemsta Robotów

Główym problemem giełdy był ostatnio zanik zmienności. Gdy zmienność jest mała, ludzie podciągają stop-lossy coraz mocniej się lewarując. Wtedy wystarczy iskierka, by ruszyła lawina. Która konkretnie iskierka wywołała lawinę nie ma znaczenia – powodem jest nadmiar akcji w słabych rękach, a nie konkretny impuls, który te akcje wytrąca.

Mi też na kilku kontraktach na DAX-a odpaliły niestety stop-lossy – też się przyczyniłem do zwałki. Wydaje się, że mamy do czynienia z kraszem – czyli oczyszczającymi spadkami na giełdzie, za którymi nie idą problemy gospodarcze.

By rynek powrócił do wzrostów, potrzebne jest poczucie, że słabe ręce już akcje sprzedały i nie będą sypaczami. Gdyby indeksy wyrysowały coś w stylu podwójnego dna byłoby to takie coś. Dobrze wygląda S&P 500, który odbił się od średniej 200-stu dniowej, sugerując, że jest oto granica korekty.

DAX – Druga zmarnowana szansa

Dax zmarnował szansę na wzrosty, już drugą w tym sezonie. Formacja trzech muszkieterów poszła się, hmm, poszła w odstawkę. Teraz indeks opiera się o średnią 200-stu dniową. To bardzo ważna średnia, oddzielająca hossę od bessy. Naruszenie oczywiście może się zdarzyć, ale trwałe przebicie oznacza problemy, albo czas na krótkie spodenki.

wpis_52_1

Nad niemiecką giełdą krąży kilka czarnych kruków, czy źródeł ryzyka. Pierwszy, to polityka słabego dolara, prowadzona przez Trumpa. USA chce wyprostować bilans handlowy – przenieść produkcję z powrotem do siebie, metodą słabego dolara. Jeżeli jest to faktyczny cel polityczny, to zostanie on osiągnięty i dolar może być przez długie lata słaby, aż do wyrównania bilansu.

Drugie problem to ryzyko polityczne. Zauważmy, że społeczeństwo niemickie nie ma generalnie akcji. Niemieckie przedsiębiorstwa należą do ludzi z całego świata, ale Niemcy kiszą oszczędności na koncie oszczędnościowym z ujemnym oprocentowaniem. Gdy trzeba więc kogoś oskalpować, przedsiębiorstwa są naturalnym celem – swoich nie ruszamy, a bogatych i tak nie lubimy. Do tego, powoli formuje się rząd i jest ryzyko, że ministrem finansów mógłby zostać Martin Schulz. To będzie katastrofa. Histeryczny fanatyk, bez zrozumienia matematyki – przez nią kiblował dwa razy w 11 klasie.

Trzeci problem, to że szefem ECB może od jesieni zostać Jens Weidmann. To jest przegięcie w drugą stronę: fanatyk-monetarysta. W swojej mowie powitalnej, gdy został przewodniczącym Niemieckiego Banku Centralnego powiedział, że najważniejsze jest odejście od rozwiązań wprowadzonych do walki z kryzysem. Problem polega na tym że luzowanie ilościowe nie jest do walki z kryzysem, a dlatego że przynosi dobrobyt poprzez pełne zatrudnienie. Pan Weidemann może doprowadzić do rozpadu strefy Euro w imię niewiadomoczego.

Wreszcie po czwarte, Deutsche Bank może pójść do piachu. Choć na to globalne władze monetarne powinny być jednak przygotowane. Im szybciej DB będzie podzielany, tym lepiej.

Zmieniając stronę Atlantyku, słabo wygląda też Apple. Nie do końca wiem, po której stronie stoi on w kwestii słąbego dolara, czy po stronie zwycięzców, czy właśnie przegranych, ze względu na produkcję w Azji. Apple jednak znane jest z brutalnych korekt. Tutaj spadki mogą oznaczać tylko tymczasowe problemy, i strząśnięcie inwestorów, którzy kupili na górce.

wpis_52_2

Generalnie, sytuacje nie wygląda kolorowo. Choć nie ma, i nie widzę na horyzoncie prawdziwych zagrożeń gospodarczych, to ostatnio było za dobrze. S&P500 szedł praktycznie już w hiperbolę. Być może tą hiperbolę musimy troszkę odchorować.

Napisałem, że nie widzę zagrożeń gospodarczych i trzeba to rozwinąć. Obecnie, dominującą koncepcją gospodarczą jest zapewnienie pełnego zatrudnienia. Dodruk pieniądza, we właściwym tempie, prowadzi do obecnego dobrobytu, a dalej do zrównoważonego budżetu i niskiej inflacji. Ludzie, którzy chcą wywołać bezrobocie, a za nią biedę, deficyt i inflację w imię niewiadomoczego odeszli do lamusa. I raczej już nie wrócą – poza wspomnianym Panem Weidmannem. Obecnie największym zagrożeniem może być niedobór surowców. Według naszego zegara pokoleniowego, stagflacja przyjdzie jednak dopiero za jakieś 10 lat, po szczycie wielkiej hossy w 2018 roku.

 

Mała Orkiestra i Wielki Dział Gospodarki

Służba zdrowia jest największym działem gospodarki i drugim co do wielkości wydatkiem państwa. Udział służby zdrowia w PKB przedstawia pierwszy wykres. Widzimy, że w Polsce te wydatki są dość niskie, na poziomie 6.4% PKB. Średnia OECD to prawie 9% a państwa rozwinięte mają około 10%. Najwięcej ma USA, pond 16%, jednak z mizernym skutkiem.

wpis_51_1

Możemy się spodziewać, że w najbliższych latach Polska będzie zwiększała udział służby zdrowia w PKB do poziomu 9-10%. Oznacza to zwiększenie wydatków o około 50 mld zł rocznie. Dwa razy tyle, co program 500+.

Rozmiar służby zdrowia jest porównywalny z rozmiarem budownictwa.  Wszystko co widzimy – drogi, domy i budynki to mniej-więcej suma wydatków na budownictwo przez ostatnie 30 lat. Na służbę zdrowia w tym czasie, w krajach rozwiniętych, wydaliśmy więcej. Patrząc z innej strony – na obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne wydaję w zasadzie tyle samo, co na dom. Na sporawy dom.

Jeżeli ktoś skacze na scenie i myśli, że w ten sposób zmieni ten biznes , ten biznes na 100 mld zł, to albo jest błaznem, albo głupkiem albo sabotażystą. Tak też z biegiem lat zmieniała się moja opinia o WOŚP. Coraz bardziej uważam, że sabotuje ona możliwość jakiejkolwiek racjonalnej dyskusji. Jakże niezbędnej dyskusji, jak te pieniądze wydać – czy przeznaczyć je na badania, czy na gotowe leki ? Czy wybudować wydział aparatury medycznej i kształcić inżynierów, czy kupić coś od Siemensa albo GE ?

Ktoś mi zarzuci, a co ty sam zrobiłeś ? Ja akurat swoje coś tam zrobiłem. Nie zrobiłem urządzenia do ratowania życia, ale system do zarządzania danymi genetycznym. Spotkałem ostatnio znajomego z instytutu i mówił, że ten system, już 5-cio letni, ma się dobrze i działa. Lepiej coś zrobić własnymi rękami, niż zrobić zrzutkę, by kupić coś od Siemensa. To nie Owsiak ratuje życie – życie ratują inżynierowie, i ludzie, którzy ich wykształcili.

 

DAX i trzech muszkietwów

DAX wyrysował piękną, wzrostową, formację trzech białych rycerzy. Dodatkowo, wybił się ponad średnią 50-cio i 20-sto dniową, oraz przeczyścił stop-lossy, długiej i męczącej konsolidacji, świecą w kształcie młota. Jedyne, do czego można się przyczepić, to że trzech białych rycerzy zwykle pojawia się po trendzie spadkowym a nie po konsolidacji. Drugie do czego można się przyczepić, to że już kilka zmyłek mieliśmy, w tej męczącej konsolidacji.

wpis_50_1

Z każdą formacją techniczną łączy się jakaś dynamika społeczna i emocje ludzkie. Ja to rozumiem tak: duża grupa inwestorów widzi, że akcje są tanie. Problem polega jednak na tym, że akcje nigdy nie są tak tanie, by nie mogły być tańsze – dlatego ci ludzie czekają. Tworzą nieujawniony popyt. Podaż sypie akcjami. Sypie i sypie. W pewnym momencie podaż już się wysypała i każdy popyt powoduje wzrost ceny. Ten ukryty popyt zaczyna wierzyć, że jest już po minimum i zaczyna kupować. Trzecia biała świeca daje poczucie pewności, że podaż się wysypała, co przyciąga czekający na parkingu kapitał.

Dodać też trzeba, że ta formacja ta jest przeciwnością trzech czarnych kruków. Formacji, która na świecach miesięcznych, bardzo się nam na wig20 sprawdziła. Tak ze cztery razy, o ile pamiętam.

Przy okazji na froncie budowy rządu mamy ciekawe wydarzenia. W Niemczech, 6 stycznia to tradycyjnie dzień corocznych konferencji-zjazdów partii politycznych. Nowy szef bawarskiej CSU napisał przed zjazdem artykuł pod tytułem: „Wir brauchen eine buergeliche-konservative Wende„, a na zjazd partii zaprosił Viktora Orbana.

Tytuł  trudno dosłownie przetłumaczyć. Wir brauchen znaczy, że potrzebujemy. buergerlich znaczy coś między mieszczański, obywatelski a burżuazyjny, a Wende znaczy zmianę, przy czym normalnie pod pojęciem die Wende rozumiane są wydarzenia lat 1989-90. Słowem, po Polsku: potrzebujemy mieszczańsko-konserwatywnej kontrrewolucji. Po Austrii, katolicka Bawaria również przechyla się w stronę burżuazyjną. Co ciekawe, obecnie PiS przechyla się troszkę z kierunku ludowo-konserwatywnego na burżuazyjno-konserwatywny.

Sam papier postaram się streścić w następnym wpisie. Ma on znaczenie nie tylko dla Bawarii czy Niemiec, ale dla równowagi sił w Europie.

W każdym razie, od dzisiaj zaczynają się przygotowania do wielkiej koalicji z CDU, CSU oraz SPD. Jeżeli się nie da, to będą na wiosnę nowe wybory. CSU postawiło sprawę dość jasno i nie może się ugiąć, bo ma zaraz wybory w Landzie. Pytanie co zrobi SPD i czy odpuści sobie swoje fantastyczne wizje przebudowy Europy w tęczowo-beżowy kołchoz, czy jednak nie.

Mezony i dyktatura ciemniaków

Hadrony składają się z kwarków i antykwarków. Kwark ma liczbę barionową 1/3 (antykwark ma -1/3), aby cząstka była obserwowalna, musi mieć całkowitą, a nie ułamkową, liczbę bariononą. Mezony składają się z jednego kwarka i antykwarka, mają więc liczbę barionową 0. Bariony składają się z trzech kwarków, mają więc liczbę barionową 1, a anty-bariony z trzech antykwarków, z liczbą barionową -1. Teoretycznie, możliwy jest też pentaquark, który ma 4 kwarki i jeden antykwark, a więc liczbę barionową 1. Jego istnienie nie zostało jednak potwierdzone eksperymentalnie, mimo wielu szumnych zapowiedzi. Liczba barionowa systemu jest stała. Można więc wyprodukować pojedynczy mezon, ale bariony zawsze parami: barion-antybarion.

Tyle wstępem, by zaznaczyć, że nie mam „obrzydliwej gęby chama” według definicji Ostatniej Nadziei Demokracji – Krzysztofa Łozińskiego.

Post lidera Komitetu Obrony Demokracji o „obrzydliwej gębie chama” i „bydła na salonach” jest tak przełomowy i wieloaspektowy, że muszę go tutaj na blogu skomentować.

Po pierwsze, G. Friedman definiował barbarzyństwo jako głęboką wiarę, że zwyczaje obowiązujące w mojej wiosce są świętym prawem natury. Fizyka jest tylko częścią nauk przyrodniczych, które są tylko częścią nauki i kultury. Fizyka cząstek elementarnych jest też tylko częścią fizyki i to być może już nie najważniejszą – najważniejsza obecnie wydaje się fizyka półprzewodników (praktycznie) i niskich temperatur (teoria kwantowa). Jeżeli ktoś oddziela bydło od nie-bydła znajomością liczby barionowej mezonu, to właśnie stawia się po stronie barbarzyńców. Po stronie ludzi, którzy wierzą, że znajomości tego, czego akurat mnie uczyli w szkole, dzieli ludzi na ludzi i pod-ludzi.

Po drugie, ta arogancja i pogarda. Znam wielu ludzi, którzy w fizyce coś tam osiągnęli. Żadnego noblisty nie znam osobiście, aczkolwiek rozmawiałem z kilkoma podczas różnych prezentacji. Znam za to osobiście wielu ludzi, którzy są liderami największych obecnie eksperymentów fizyki, tej od mezonów. Piłem z nimi wino, czasem do nieprzytomności 🙂 Ci ludzie nigdy nie wykazywali takiej pogardy, a już  na pewno nie wobec prostego człowieka. Wobec prostego człowieka nastawienie jest zwykle jak w tym wierszyku o kaganku oświaty. Nie wszyscy są aniołkami, ale jeżeli ktoś okazywał pogardę, to wobec, jak to się mówi, bezpośredniej konkurencji.

Taka pogarda charakterystyczna jest dla luzerów. Dla ludzi, którym się nie udało i mają o to pretensję do całego świata. Mają żal, że ktoś skradł im wymarzone wpływy i stanowisko, i na pewno nie zrobił tego pracowitością czy zdolnością.

Po trzecie wreszcie, i tu robi się ciekawie. W Polsce partią „my jesteśmy elita, na nas musicie głosować” była najpierw Unia Demokratyczna, potem Wolności, a wreszcie Obywatelska, nie tyle Unia czy Milicja, co Platforma. Spójrzmy na jej liderów. Praktycznie wszyscy, przewijający się przez zarząd, liderzy to historycy (Geremek, Tusk, Komorowski, Rokita, Schetyna), czasami trafia się prawnik lub ekonomista. Człowieka, który te mezony zabarionować potrafi, ze świecą szukać. Znaczy Unia Demokratyczna to „chamy, które wtargnęły na salony” ? Tego nie mówi Ojciec Dyrektor, to mówi Komitet Obrony Demokracji.

Po czwarte wreszcie, polityka to sztuka budowania koalicji i wypracowywania kompromisów. Do tego nie potrzeba mezonów, a znajomości potrzeb ludzkich, względnie metod manipulacji. Do budowania koalicji ważniejsze jest sprawne operowanie słowem, a nie wzorami matematycznymi. Ludzie od mezonów raz, nie że mają często odpowiedniego aparatu komunikacyjno-manipulacyjnego, co częstą mają anty-kwalifikację: zasadniczość i bezkompromisowość. Do tego, podczas formułowania wypowiedzi, operowanie abstraktem a nie twarzą.

Po piąte wreszcie, a może człowiek ma rację. Nasz, coraz bardziej ztechnologizowany świat opisują nam ludzie, którzy nie rozumieją podstawowych zależności matematycznych. Dziennikarze studiowali dziennikarstwo, kulturoznawstwo, językoznawstwo. Czasem liznęli trochę ekonomii, ale i to głównie „ekonomii narracyjnej”. Problemy, które mają ciut bardziej złożoną strukturę matematyczną, na przykład problematyka demograficzna, nie istnieje w przestrzeni publicznej. Być może właśnie dlatego, że dziennikarze nie są w stanie jej ogarnąć. Problem o charakterze naukowym, np. globalne ocieplenie, jego przyczyny i skutki, traktowany jest religijnie, a nie naukowo. Może właśnie dlatego, że dziennikarze, nie wiedzą jak wygląda naukowa dyskusja, kwestionowanie tego co widzimy i wnioski jakie wyciągamy. Bezpośrednio związani z tematem naukowcy muszą grać w tą samą grę – od wyciągania wniosków ważniejsze jest wyciąganie dotacji z kieszenie podatnika.

Żeby było dowcipniej, ta problematyka – ignorowanie bardziej złożonych matematycznie zjawisk społecznych – pojawia się też w piśmiennictwie niemieckim, oczywiście opisana z dużo większą gracją i rzeczowo. Co ciekawe ze strony autorów, wrzucanych do worka prawicowo-populistycznego, do którego wrzucany jest każdy, kogo media nie lubią. Czy KOD wie, że jest prawicowo-populistyczny ?

Na koniec, w ramach ciekawostki. Ta fala hejtu wobec prostego człowieka to w imię demokracji. De-mo-kra-cji. Podobne podejście do elit i ludu miał też zawsze Korwin, ale on zawsze się o demokracji wyrażał obelżywie. Przynajmniej był konsekwentny.

I  już zupełnie na koniec – każde ośmieszenie się Opozycji Totalnej jest zjawiskiem pozytywnym. W nich nadziei nie ma, blokują jedynie miejsce dla normalnej, Opozycji Konstruktywnej. A ta opozycja jest Polsce teraz bardzo potrzebna.