Załamanie cen ropy – to dobrze czy źle ?

Rynek ropy składa się z popytu i podaży. Podaż, do 2014 roku była bardzo nieelastyczna, a popyt był elastyczny metodą recesji. Spowolnienie gospodarcze prowadzi zawsze do zmniejszenia zapotrzebowania na ropę o kilka procent, co prowadzi do spadku ceny o 20-30%.  Za sprawą niskiej elastyczności produkcji, ropa była zawsze dobrym wskaźnikiem koniunktury gospodarczej – spadające ceny ropy oznaczały nadchodzą recesję.

wpis_ropa

Za sprawą ropy łupkowej sytuacja się jednak zmieniła. Wzrost ceny ropy prowadzi do nowych odwiertów, które po kilku miesiącach prowadzą do wzrostu podaży i załamania cen. Takie załamanie obserwujemy od początku października. Cena spadła z 76 dolarów za baryłkę do 50. Czyli mamy spadek o 35%.  W pierwszym przybliżeniu, cena paliwa na stacjach powinna dzięki temu spaść o ~75 gr, względnie o ~20 eurocentów. Obecnie, cena doszła do poziomu z lat 2015–2017. Oczywiście, w myśl zasady, „od przesady do przesady”, cena ropy zapewne jeszcze spadnie, zanim ustabilizuje się na poziomie 40-50 dolarów za baryłkę.

Co spadek ceny ropy oznacza dla gospodarki ?

Pierwszym efektem jest rozproszenie pieniędzy. Każdy z nas, będzie miał co miesiąc te 50-100 zł więcej w kieszeni. Ja dla odmiany, 20 euro. Te pieniądze albo zostaną na koncie, de facto lądując w obligacjach, albo wydane zostaną na inną konsumpcję. Spadek rentowności 10-cio letnich obligacji amerykańskich już obserwujemy, co sugeruje, że te pieniądze zostają na koncie. Ma to dla gospodarki fundamentalne znacznie, pobudzając rynek kredytów hipotecznych, które w większości krajów oparte są właśnie o stopy 10-cio letnie. Spadek rentowności oznacza też, że gospodarka w ramach samej siebie reguluje inflację, co zniechęci władze monetarne do schładzania gospodarki. To bardzo dobra wiadomość.

Pobudzenie konsumpcji jest dobre, o ile jest zrealizowane w ramach lokalnej gospodarki. Tu w zasadzie nie ma nic więcej do napisania – jeżeli pieniądze które wydam w jakimś stopniu do mnie wrócą, to są to, z punku widzenia koniunktury, dobrze wydane pieniądze.

Zauważmy też, że dla większości przedsiębiorstw, cena ropy jest kosztem. Jej spadek oznacza spadek kosztów, a więc wzrost zysków. Z jednej strony nic spektakularnego, ale większość przedsiębiorstw odczuje spadek kosztów. Większość dużych przedsiębiorstw ma rentowność typu 5%. Spadek kosztów o 1% oznacza, że rentowność rośnie do 6%, czyli zyski rosną o 20%. W przypadku energochłonnych branż, wzrost zysów może być zauważalny. Czy może lepiej mówiąc, odbudowanie zysków po słabym 2 i 3 kwartale.

Światowy rynek ropy, to 100 mln baryłek dziennie. Spadek z 70 dolarów do 50 to 100 mln * 20 * 30 = 60 mld USD miesięcznie mniej w rękach szejków. Duża część tych pieniędzy lądowała w akcjach, duża była też przeznaczana inwestycje kapitałowe.

Z tej perspektywy, spadek cen akcji trzeba rozumieć jako okazję do kupna. Spadek cen wynika z problemów trzymającego (inwestora) a nie trzymanego (przedsiębiorstwa). Spadek cen jest dodatkowo potęgowany słabymi wynikami, które wywołane były eskalacją cen ropy w poprzednim kwartale. Do tego dochodzi też pękanie stop-losów z podlewarowanych pozycji. Nie piszę tutaj, że sypacze wysypią się pojutrze, ale mówimy o problematyce sypaczów, a nie strukturalnych problemów gospodarek czy spółek.

Strukturalne problemy gospodarcze mogą mieć kraje, które są producentami dóbr kapitałowych i infrastruktury. W pierwszej kolejności są to Niemcy. Polska też jest obecnie dużym podwykonawcą firm niemieckich i tu też możne się trafić punktowe spowolnienie. Nie sądzę jednak, by te problemy rozlały się na całą gospodarkę i wywołały znaczące efekty drugiej rundy.

Na zakończenie warto zauważyć, że obecne załamanie na ropie wpisuje się w koncepcje 4 letniego cyklu Kitchina. Cyklu dostosowania poziomu produkcji, do impulsów rynkowych. Świat się zmienia, ale podstawowa cykliczność gospodarki zostaje zachowana.

Reklamy

Polska – ostatnie takty straconej dekady

Stracona dekada w Polsce dobiega ku końcowi. Stracona dekada, jak sama nazwa wskazuje trwa 11 lat. Skąd ta jedenastka? Cykl pokoleniowy, czyli jedno pokolenie, trwa 28 lat. Te 28 lat dzielimy według złotej proporcji (1 do 0.62) i mambo-dżambo mamy lat 17 rozwoju i 11 lat straconych.

Kiedy zaczęła się stracona dekada ? Można podać kilka dat z 2007 roku. Pierwsza, według mnie właściwa, to dzień ogłoszenia, że Polska będzie organizować Euro 2012. Dwa dni później skończyła się szalona hossa na budowlance i zaczęła sektorowa bessa. Szeroki rynek osiągnął jeszcze szczyt na początku lata, ale już bez żadnej szalonej hossy sektorowej. Wig 20, ciągnięty przez KGHM, dotknął jeszcze 4000 punktów w poniedziałek po wyborach. Od tamtej pory kierunek był już tylko jeden. Porządne załamanie przyszło rok później, w październiku 2008 roku. Zanim jednak przyszło globalne załamanie, indeks Wig Budownictwo stracił już od szczytu 50%, a modne w hossie spółki potraciły po 80-90%.

Koniec straconej dekady zaczął się na przełomie 2016 i 2017 roku, kiedy Wig20 dolarowy zaczął rosnąc. Rósł cały 2017 rok, demonstrując siłę, przebijając z marszu średnią 200-stu tygodniową i linię trendu spadkowego. Książkowo teraz pora obie przebite wartości przetestować od góry, co dzieje się właśnie teraz. W czerwcu rynek przetestował spadkową linię trendu a teraz średnią 200-stu miesięczną. Od tej pory kierunek będzie już tylko jeden. 

wig20usd_w-3

Zastanówmy się nad otoczeniem makroekonomicznym – w USA, w Europie i w Polsce. Zaczynając od Polski.

Sytuacja budżetu,  po uporaniu się z wyłudzeniami VAT , jest bardzo dobra. Deficyt jest na najniższych poziomach w historii, zadłużenie w relacji do PKB dynamiczne spada. Program 500+ wyeliminował też dewastującą społeczeństwo i gospodarkę krańcową biedę. Mamy bezinfalcyjny boom gospodarczy.

Ten boom gospodarczy jest jednak niegiełdowy. Boom wynika z lepszego dopasowania popytu konsumpcyjnego z podażą pracy, dzięki temu pieniądz lepiej krąży po gospodarce. Jest to lepsze krążenie w „terenie”, do którego największe spółki nie są szczególnie potrzebne. Przykładem boomu giełdowego były lata 90-te: Intel, Microsoft i reszta bandy dostarczały nowych technologii, a boom gospodarczy w terenie wynikał ich zastosowania. Teraz teren radzi sobie bez giełdy.

Problem kredytów frankowych chyba rozejdzie się po kościach. Od 2008 roku pojemność gospodarki podwoiła się, a kredyty są cały czas spłacane. Oczywiście, kredyty te mogą uciskać poszczególne osoby, ale przestają być już ryzykiem systemowym. Banki poradzą sobie z ewentualnymi stratami. Ceny mieszkań przebiły już chyba poziom ze szczytu (licząc w złotówkach), a licząc we frankach, biorąc pod uwagę spłatę, kredyty te już chyba nie są en masse pod wodą.

Sutuacja jest z jednej strony bardzo pozytywna, ale nie jest to spalona ziemia jak 28 lat temu czy w 2002 roku. Na znaczące przyśpieszenie nie możemy liczyć. Ciężko liczyć na jakiekolwiek przyśpieszenie.

W Europie, szczególnie w Niemczech wchodzimy chyba powoli w małą recesję. Gospodarka dostała zadyszki, również ze względu na niedobór wykwalifikowanej kadry.  DAX tą recesje dyskontuje zresztą już od roku. Dodatkowo, nad niemiecką gospodarką czycha wiele niepewności, które mogą się w najmniej odpowiednim momencie zmaterializować. Najważniejsza niemiecka branża – samochodowa, jest na rozdrożu, szczególnie, że od kryzysu paliwowego w 2008 roku Niemcy poszli całkowicie, w niemodnego ostatnio, diesla. Przyszłość strefy Euro też jest niejasna, jak również przyszłość innych lewicowych szaleństw stających się coraz większym obciążeniem – zamykanie elektrowni jądrowych w imię redukcji emisji CO2 czy otwarcie granic w imię uniknięcia niefajnych zdjęć w prasie.

Recesja w Niemczech odbije się i na gospodarce polskiej, która jest z niemiecką mocno i z każdym rokiem coraz mocniej związana.

Najciekawsza sytuacja jest oczywiście w USA. Oficjalnie można już powiedzieć, że gospodarka weszła w fazę inflacyjnego boomu. Rentowność 10-cio letnich obligacji trwale wybiło się ponad 3%. W tym kanale, rentowność znajdowała się przez siedem lat.

10usy.b_w

Inflacyjny boom jest zwykle związany z ostatnią fazą hossy. Optymizm, ceny i wyceny aktywów rosną, a FED próbuje z tym walczyć zacieśniając politykę monetarną. Po roku-dwóch, FED tą walkę wygrywa i gospodarka stacza się w oczyszczającą, deflacyjną recesję. Słaby scenariusz jak na początek 17 lat wzrostów.

Co zrobi FED ? Czy będzie zacieśniał, wywołując recesję ? Gdyby FED teraz recesję wywołał, nikt by mu złego słowa nie powiedział. Byłoby to zagrania książkowe.

Scenariusz zupełnie nieprawdopodobny, ale współgrający z naszymi oczekiwaniami długiej hossy jest następujący. FED pozwala na inflacyjną hossę. Gospodarka sama, we własnym zakresie rozwiązuje problem inflacji, tak jak rozwiązała go metodą gazu i ropy łupkowej. Pojawiają się nowe technologie eliminujące drogiego pracownika. Wcale nie jest oczywiste, że będą to technologie komputerowe. Obecnie drogim pracownikiem nie jest pracownik biurowy, tylko technik–mechanik. Być może powstaną bezserwisowe samochody oraz domy i piece, do samodzielnego montażu jak meble z Ikei. Może właśnie leczenie próchnicy tabletką ? Albo system prawny nie wymagający prawników ?

Te wynalazki będą skapywały i do nas, powodując, tym razem giełdowy, boom. Firmy, które będą liderami zastosowań czy pośrednikami będą osiągały piękne wyniki. Boom gospodarczy w terenie przełoży swój akcent na zastosowanie nowych technologii. Powoli zacznie pojawiać się bezrobocie, którego wzrost zostanie przyjęty z ulgą.

Scenariusz absurdalny, ale może w tym szaleństwie jest metoda ? W scenariuszu na nowe lata 90-te.

 

 

Nowa Formuła Bloga cz. II

Dziękuję wszystkim czytelnikom za liczny i motywujący do dalszego pisania na blogu odzew. Sytuacja się co prawdę deczko skomplikowała, gdyż zaczynam powoli prowadzić  zajęcia w lokalnej wyższej szkole gier i zabaw dla kierunku Big Data and Business Analytics. Szkoła ta dąży, słusznie zresztą, do tego, by część wykładów prowadzili praktycy. Ale blog będę prowadził, w założonej formule: wpis na miesiąc plus w wolnych chwilach jak i z okazji ważnych wydarzeń.

Za sprawą komentarzy wybiłem sobie z głowy budowanie „elementarza giełdowego”. Przekonał mnie argument, że stali czytelnicy są jako tako ogarnięci, a nowicjusze nie koniecznie tutaj trafią. Przekonał mnie też argument, by skupić się na tematach, do których mam oryginalne podejście.

Generalnie, giełdę widzę tak, że w krótkim okresie o cenach decyduje sam handel. Walka byków z niedźwiedziami. Ta walka płynnie przechodzi w przewidywanie wyników spółek. Wyniki te, w przypadku konkretnej spółki, zależą od zaradności zarządu, ale przypadku wszystkich spółek, od otoczenia makro-ekonomicznego. A może to właśnie otoczenie makro-ekonomiczne jest wypadkową zaradności klasy zarządzającej ?

W dłuższej perspektywie, otoczenie ekonomiczne kształtowane jest przez decyzje polityczne, które wynikają z konsensusu politycznego. Ten kształtowany jest przez coś, co można by nazwać obyczajowością. Z perspektywy życia, to właśnie obyczajowość decyduje, czy będziemy żyli w kraju zamożnym czy biednym.

Na blogu będę się raczej skupiał na środku tego procesu, czyli w okolicach makroekonomii, ale oczywiście będę wchodził w tematy strikte giełdowe z jednej i polityczno-obyczajowe z drugiej. Na pewno nie będzie to jednak blog dla traderów. Pojawi się też trochę recenzji interesujących książek.

W międzyczasie w niemieckiej polityce mamy przyśpieszenie. Angela Merkel zrezygnowała z kandydowania na reelekcję na szefa CDU. Jeszcze miesiąc temu twierdziła, że fotel szefa partii i Kanclerza musi być w jednym ręku. Możemy się więc spodziewać, że mimo deklaracji o pozostaniu Kanclerzem do 2021 roku, już na wiosnę jej w życiu politycznym nie będzie. Będą nowe wybory.  Może też być i tak, że będzie czystka i  jej sztab zostanie spuszczony po brzytwie, a razem z jej sztabem, jego międzynarodowe przybudówki, również w Polsce.

Zanim odbędą się nowe wybory powszechne, 8 grudnia będą Niemczech wybory ważniejsze od parlamentarnych. W wyborach parlamentarnych możemy do woli wybierać, ale tylko z dostępnego menu. Te wybory, na szefa CDU, to będą wybory o kierunek polityki CDU, to będzie wybór, co znajdzie się w menu.

Polityka CDU, a także polityka Niemiec, która była podstawą niewątpliwego niemieckiego sukcesu gospodarczego i społecznego, to znalezienie równowagi między trzema elementami: liberalne polityki gospodarczej, konserwatywnej polityki obyczajowej oraz wrażliwość społeczna, w ramach nadwyżek osiąganych przez gospodarkę. Merkel ten program podeptała.

W tym wszystkim czuję się tu trochę wywołany do tablicy. Nie tylko znam fakty, ale też i motywację, czasem dziwnych, z naszej perspektywy, działań niemieckiego społeczeństwa. Postaram się jeszcze w tym miesiącu przybliżyć kandydatury trzech kandydatów AKK, Jens Spahn i Frederich Merz. Ten trzeci kandydat ma chyba największe szanse na wygraną, jest to też mój faworyt. Jego też popiera Wolfgang Schäuble, poprzednio minister finansów, obecnie marszałek sejmu i najbardziej przychylny Polsce polityk niemiecki. Jedyny też polityk CDU, który przetrwał czystkę ekipy Helmuta Kohla.

Frederich Merz był od dawna poza polityką, szefując radzie nadzorczej niemieckiego oddziału funduszu BlackRock. To co mi się, między innymi, bardzo podobało w jego przemówieniu na okazję powrotu do polityki, to to, że zauważył jako problem to, że bardzo mało Niemców ma jakiekolwiek akcje.

Najbliższy wpis ukaże się jutro-pojutrze i będzie dotyczył ostatnich taktów straconej dekady w Polsce.

Nowa Formuła Bloga

Zastanawiam się, nad nową formułą bloga. To, co jest realistyczne to jeden wpis w miesiącu, plus kilka wpisów w czasie wolnym, typu przerwa świąteczna. Druga spawa to tematyka. Możliwości widzę mniej więcej takie:

  1. tematyka stricte giełdowa, w ważnych technicznie momentach rynku. W momencie wybicia, wyrysowania ważnej figury czy przejścia przez ważną średnią kroczącą.
  2. tematyka makroekonomiczna. Raz na miesiąc można by się przyjrzeć jakiejś konkretnej mierze statystycznej i pokazać ją trochę z perspektywy. Tak z perspektywy czasowej jak i przestrzennej, oraz korelacji z innymi zmiennymi. Każdy z nas ma dużo przyzwyczajonych myśli, a świat się zmienia, i czasem warto zrewidować, czy to co wiemy, cały czas obowiązuje. Oczywiście najważniejszy temat makroekonomiczny tego lata, to czy bezinflacyjny boom może trwać w nieskończoność (dla uproszczenia przyjmując, że inflacja to rentowność 10-cio latek)
  3. przesilenie polityczne. Od wielu lat piszę o 28 letnim cyklu pokoleniowym. Na naszym pokoleniowym zegarze jesteśmy teraz w roku 1990 – w centrum przesilenia politycznego. W Polsce, dla przykładu, polaryzacja na linii wygrani–przegrani transformacji przestała obowiązywać, bo dziś to glazurnik jest wygranym a nie absolwent europeistyki na śmieciówce. Wydaje się, że podział kształtuje się na pytaniu, kto jest suwerenem: polskie społeczeństwo, czy europejska opinia publiczna (czytaj: niemiecka prasa), Przesilenie polityczne jest także w Niemczech i tu wydaje się, że nową linią podziału będą idealiści–pragmatycy. Stare partie tracą poparcie a zyskują tylko zieloni (idealiści, by nie powiedzieć fanatycy) i AfD, czyli teza, że rząd ma być dla „tych, którzy tu już dłużej żyją” a nie dla realizowania wzniosłych idei.
  4. i wreszcie elementarz giełdowy i ekonomiczny. Czytając i prasę i para-prasą trafiam na tezy wołające o pomstę do nieba. Najwięcej niezrozumienia dotyczy kontraktów terminowych i opcji oraz ich związku z realnym przepływem towaru. Ostatnio zdarzyła mi się też zabawna sytuacja. Rozmawiając z jakąś lalą na wysokim stanowisku, ta mówiła mi o rozchwianiu złotówki wobec euro. Są granice absurdu, których przekraczać nie warto. Dlatego zastanawiam się nad prostym elementarzem giełdowym wyjaśniającym podstawowe fakty. Szczególny akcent chciałbym tam położyć na rozróżnieniu związków czysto matematycznych (gdy rośnie rentowność obligacji spada jej cena) od dynamiki rynku (gdy spada rentowność obligacji,  gospodarka zaczyna osuwać się w deflację).

Zwracam się więc do czytelników, który z tematów byłby najbardziej interesujący.

Czarno to widzę

Czarno widzę zarówno przyszłość Bloga jak i sytuację na rynku.

U mnie układa się wszystko rewelacyjnie – zmieniłem pracę, robię fajne analizy, wszedłem do zarządu swojego warzywniaka (małej spółki, która należy do korpo).  Właśnie te fajne analizy są problemem – raz, że przez to utraciłem wewnętrzną potrzebę robienia analiz „po godzinach” a dwa, że nie za bardzo chcę, by za dużo wiedzy z pracy przepływało tutaj. Muszę też uczciwie powiedzieć, dużo wiedzy, którą zgromadziłem prowadząc bloga bardzo przydaje mi się teraz w pracy, choć analizy które robię nie są analizami giełdowymi.

Z perspektywy realnej gospodarki, robi się trochę za dobrze …

Wróćmy na chwilę do rynku. Najważniejszy fakt, to rentowność amerykańskich dziesięciolatek, które od początku roku konsolidują się w okolicy 3%. Generalnie widzę dwie możliwości. Pierwsza, to spadek rentowności dziesięciolatek metodą deflacyjnej recesji, co oznacza, że będziemy mieli recesję wywołaną polityką monetarną, ale będziemy żyli w takim samym świecie jak dotychczas. Druga możliwość, to wybicie się górą – czyli początek inflacyjnego kryzysu, a może i inflacyjnej dekady. Oznaczałoby to wejście na zupełnie nieznany, czy lepiej mówiąc, całkiem już zapomniany, teren. Trzecia ewentualność to powtórzenie roku 2014 – deflacyjna presja dzięki nowemu wynalazkowi, wtedy była to ropa z łupków. Takie rzeczy nie zdarzają się jednak co cztery lata.

Jest takie powiedzenie, że gdy USA łapie katar, świat dostaje zapalenie płuc. Powiedzonko to, jest teraz dramatycznie aktualne, szczególnie, gdyby FED zaordynował USA mały katar.

DAX wygłada słabo. Jest w punkcie, który pierwszy raz osiągnął wiosną 2015 roku. Teraz DAX wyrysował roczną formację Ramię-Głowa-Ramię. Brrr. Może być to sygnał załamania, z przebiciem średniej 200-stu tygodniowej. W grę wchodzi prawdziwa bessa, która formalnie zaczynałaby się od poziomu 10 500. Przypominam tu jednak, że bessa nie polega na tym, że indeks spada o 20%, a na tym, że nie wiemy jak wyceniać akcje. Że nie wiemy, czy są jeszcze cokolwiek warte. Istotą bessy jest to, że niektóre, szczególnie modne wcześniej, akcje spadają o 80-90%. Ja osobiście zaczynam sprzedawać. Sprzedawać papiery kupione w 2006 i dobierane w 2008-2009 roku.

O sWig i mWig-u nie ma co pisać. Spadły ze stołu. Możemy zadawać sobie pytanie, czy jest to realizacja scenariusza wyssania kapitału przez USA ? W USA miesiąc w miesiąc przychodzą świetnie dane o zatrudnieniu. Fala pokoleniowa wchodzi na rynek pracy i będzie to trwało jeszcze latami.  Po co inwestować po pipidówkach, kiedy w USA jest potencjał ?

Wykresy a rozpad strefy Euro

Wszystko wskazuje na to, że w Niemczech upadnie rząd Angeli Merkel. Upadek tego rządu to znacznie więcej niż wymiana premiera i nowe wybory. To przetasowanie na polityczniej mapie Europy i co najważniejsze upadek koncepcji  Braku Alternatywy.

Za czasów Merkel partie chadeckie, drobnymi kroczkami, przeszły na pozycje, jeszcze dekadę temu, uznawane za skrajnie lewicowe. Sztandarowym przykładem jest małżeństwo dla wszystkich czy otwarcie granic. Obecnie jednak odczucia przedstawicieli społeczeństwa  – mediów – rozjechały się z rzeczywistymi odczuciami społeczeństwa. Ludzie chcą, by imigranci z odrzuconym wnioskiem o azyl byli wydalani, by obcokrajowcy z zakazem wjazdu, byli na granicy zawracani. Media forsują zupełnie przeciwne żądania. W Niemczech następuje jednak proces emancypacji społeczeństwa spod paternalizmu mediów. Ten proces w Polsce czy w USA zaszedł już kilka lat temu, głównie dlatego, że w tych krajach media są słabsze i nigdy nie były tak hermetyczne jak w Niemczech.

Po rozpadzie Unii CDU i CSU przestanie być możliwe bycie lewicowym ekstremistą i udawaniem chadeka. Trzeba się będzie opowiedzieć. I będzie to dotyczyć wszystkich partii chadeckich i niby-chadeckich w EU. W Polsce tu akurat problemu nie będzie, od dłuższego czasu polaryzacja jest na linii Staroświecka – Nowoczesna.

Moda na bolesne zakończenie, zamiast bólu bez zakończenia, może okazać się zaraźliwa. Włochy są kompletnie niekompatybilne ze strefą Euro. W następnym wpisie będzie trochę więcej moich obserwacji wakacyjnych o podejściu Włochów do pieniądza. Nikt nie miał jednak odwagi powiedzieć: skoro Euro nam nie służy, to może je porzućmy. Teraz się to zmienia, a głębsze przetasowanie w Niemczech i całej UE może być dodatkową zachętą, by i ten problem rozwiązać.

Tutaj dochodzimy do clou problemu. Jak nadchodzący rozpad strefy Euro będzie widoczny w wykresach ? Na co lepiej patrzyć, na wykresy, czy na nastroje społeczne rozchodzące się się całkowicie z linią polityczną rządów ?

By nie było nieporozumień, rozpad strefy Euro uważam cały czas za zjawisko mało prawdopodobne, ale już nie jako zjawisko całkiem nieprawdopodobne czy niemożliwe. Jest to możliwość, którą w perspektywie kilku lat trzeba brać pod uwagę.

 

Ostatnie dni Kanclerz Merkel

W Niemczech zaognia się konflikt, który z dużym prawdopodobieństwem skończy się nowymi wyborami. By mechanikę tego konfliktu lepiej zrozumieć, trzeba najpierw zapoznać się z pewnymi, nieoczywistymi w Polsce faktami.

Po pierwsze, Niemiecka Unia to dwie partie: CSU, która jest tylko w Bawarii i CDU, która jest wszędzie poza Bawarią. Razem tworzą, od zawsze, do 70 lat koalicję.

Po drugie, w Niemczech dużą suwerenność mają landy i ich parlamenty. W Bawarii od zawsze rządzi samodzielnie CSU. Wybory w landach są w każdym miejscu w innym czasie, w Bawarii będą na jesieni.

Pod przywództwem Angeli Merkel, CDU zmieniło się drobnymi kroczkami z partii chadeckiej w partię lewicowo-liberalną, niewiele różniącą się od Zielonych. CSU pozostało partią chadecką. Bawarczycy są dumni z bycia Bawarczykami i z tego, że ich land nie ma zadłużenia, za co jest karany niemieckim janosikowym.

Ta rozbieżność między partiami stała się bardzo widoczna podczas kryzysu uchodźców i kontrolverlust (utraty kontroli). Seehofer (obecnie minister spraw wewnętrznych) uważa z przekonania i z tego, czego oczekują wyborcy, zatrzymania nielegalnej imigracji – zamknięcia granic.  Niestety, dopóki CSU jest młodszą siostrą CDU, nic nie może zrobić. W tym tygodniu jednak postawił sprawę na ostrzu noża – mamy plan z 63 punktami i nie zrezygnujemy z żadnego punktu.

Co może zrobić Seehofer ?

CSU może oddzielić się od CDU, czyli wypowiedzieć koalicję i zacząć budować struktury również poza Bawarią. W odpowiedzi, CDU weszłaby do Bawarii. Seehofer planował to już zrobić w 2016 roku, ale zrezygnował z jednego powodu – spowodowałoby to utratę władzy w Bawarii. A dla CSU Bawaria jest ważniejsza niż Niemcy.

Teraz, sytuacja wygląda tak, że w Bawarii jest bardzo silna AfD i wszystko wskazuje na to, że CSU i tak straci samodzielną władzę w Bawarii. Ludzie widzą to następująco – Seehofer od 2015 roku dobrze mówi, ale nic nie zrobił, czyli nas zwodzi. Jeżeli Seehofer nie przepchnie planu, to nie ma po co być w koalicji – bo straci władzę w landzie. Jeżeli CSU będzie samodzielną partią z normalnym chadeckim programem, to zje AfD w trzy minuty – ludzie nie głosują na AfD dlatego, że jest fajna, tylko dlatego, że Merkel jest szalona.

Co może zrobić Merkel ?

Merkel wie, że Seehofer musi i że raczej nie blefuje. Może sprawę postawić na swoim, ale to oznacza ryzyko wypowiedzenie koalicji i nowe wybory. Może przystać na plan CSU, ale to będzie oznaczało uznanie działań z lat 2015 za błąd. Będzie to demonstracja słabości. Merkel zawsze była silna tym, że jest silna, a poza siłą, jest osobą bez substancji. Okazanie słabości będzie rysą na teflonie i może się skończyć niedługim zrzuceniem jest przez młodych gniewnych.

Jak oceniam prawdopodobieństo ?

  1. Odrzucenie Planu Seehofera bez wyjścia CSU z koalicji – 10 %
  2. Odrzucenie Planu Seehofera i wyjście CSU z koalicji – 50 %
  3. Przyjęcie planu, bez konsekwencji – 20%
  4. Przyjęcie planu połączone z wywróceniem Merkel za kilka miesięcy – 20%

 

Z tych czterech scenariuszy wyszło mi, że na 70% era Merkel dobiega końca. Osobiście uważam, że najlepszy byłby scenariusz 2. Z CSU powstała by Niemiecka partia chadecka, coś jak CDU/CSU ery Kohla. Ta partia byłaby też naturalnym koalicjantem PiS-u. Orban jest zresztą stałym gościem na zjazdach CSU.

Z fragmentów CDU, resztkach po SPD i z Zielonych powstałaby zaś Nowa Lewica. Coś, co byłoby naturalnym koalicjantem Macrona.

Mi jest oczywiście bliżej do chadeków i cieszyłbym się, gdyby taka partia powstała. Co ważniejsze, powstałaby scena polityczna, w której partie są spójne ideologicznie.

Cała scena wyglądała by wtedy tak

  • Die Linke – lewica terenów zdeindustrializowanych, ludzi bez perspektyw
  • Nowa Lewica – lewica wielkomiejska, korporacji,  urzędników i nauczycieli
  • CSU – prawica bardziej związana z małymi miastami i prywatnymi firmami
  • FDP – wielkomiejscy liberałowie