Wykresy a rozpad strefy Euro

Wszystko wskazuje na to, że w Niemczech upadnie rząd Angeli Merkel. Upadek tego rządu to znacznie więcej niż wymiana premiera i nowe wybory. To przetasowanie na polityczniej mapie Europy i co najważniejsze upadek koncepcji  Braku Alternatywy.

Za czasów Merkel partie chadeckie, drobnymi kroczkami, przeszły na pozycje, jeszcze dekadę temu, uznawane za skrajnie lewicowe. Sztandarowym przykładem jest małżeństwo dla wszystkich czy otwarcie granic. Obecnie jednak odczucia przedstawicieli społeczeństwa  – mediów – rozjechały się z rzeczywistymi odczuciami społeczeństwa. Ludzie chcą, by imigranci z odrzuconym wnioskiem o azyl byli wydalani, by obcokrajowcy z zakazem wjazdu, byli na granicy zawracani. Media forsują zupełnie przeciwne żądania. W Niemczech następuje jednak proces emancypacji społeczeństwa spod paternalizmu mediów. Ten proces w Polsce czy w USA zaszedł już kilka lat temu, głównie dlatego, że w tych krajach media są słabsze i nigdy nie były tak hermetyczne jak w Niemczech.

Po rozpadzie Unii CDU i CSU przestanie być możliwe bycie lewicowym ekstremistą i udawaniem chadeka. Trzeba się będzie opowiedzieć. I będzie to dotyczyć wszystkich partii chadeckich i niby-chadeckich w EU. W Polsce tu akurat problemu nie będzie, od dłuższego czasu polaryzacja jest na linii Staroświecka – Nowoczesna.

Moda na bolesne zakończenie, zamiast bólu bez zakończenia, może okazać się zaraźliwa. Włochy są kompletnie niekompatybilne ze strefą Euro. W następnym wpisie będzie trochę więcej moich obserwacji wakacyjnych o podejściu Włochów do pieniądza. Nikt nie miał jednak odwagi powiedzieć: skoro Euro nam nie służy, to może je porzućmy. Teraz się to zmienia, a głębsze przetasowanie w Niemczech i całej UE może być dodatkową zachętą, by i ten problem rozwiązać.

Tutaj dochodzimy do clou problemu. Jak nadchodzący rozpad strefy Euro będzie widoczny w wykresach ? Na co lepiej patrzyć, na wykresy, czy na nastroje społeczne rozchodzące się się całkowicie z linią polityczną rządów ?

By nie było nieporozumień, rozpad strefy Euro uważam cały czas za zjawisko mało prawdopodobne, ale już nie jako zjawisko całkiem nieprawdopodobne czy niemożliwe. Jest to możliwość, którą w perspektywie kilku lat trzeba brać pod uwagę.

 

Reklamy

Ostatnie dni Kanclerz Merkel

W Niemczech zaognia się konflikt, który z dużym prawdopodobieństwem skończy się nowymi wyborami. By mechanikę tego konfliktu lepiej zrozumieć, trzeba najpierw zapoznać się z pewnymi, nieoczywistymi w Polsce faktami.

Po pierwsze, Niemiecka Unia to dwie partie: CSU, która jest tylko w Bawarii i CDU, która jest wszędzie poza Bawarią. Razem tworzą, od zawsze, do 70 lat koalicję.

Po drugie, w Niemczech dużą suwerenność mają landy i ich parlamenty. W Bawarii od zawsze rządzi samodzielnie CSU. Wybory w landach są w każdym miejscu w innym czasie, w Bawarii będą na jesieni.

Pod przywództwem Angeli Merkel, CDU zmieniło się drobnymi kroczkami z partii chadeckiej w partię lewicowo-liberalną, niewiele różniącą się od Zielonych. CSU pozostało partią chadecką. Bawarczycy są dumni z bycia Bawarczykami i z tego, że ich land nie ma zadłużenia, za co jest karany niemieckim janosikowym.

Ta rozbieżność między partiami stała się bardzo widoczna podczas kryzysu uchodźców i kontrolverlust (utraty kontroli). Seehofer (obecnie minister spraw wewnętrznych) uważa z przekonania i z tego, czego oczekują wyborcy, zatrzymania nielegalnej imigracji – zamknięcia granic.  Niestety, dopóki CSU jest młodszą siostrą CDU, nic nie może zrobić. W tym tygodniu jednak postawił sprawę na ostrzu noża – mamy plan z 63 punktami i nie zrezygnujemy z żadnego punktu.

Co może zrobić Seehofer ?

CSU może oddzielić się od CDU, czyli wypowiedzieć koalicję i zacząć budować struktury również poza Bawarią. W odpowiedzi, CDU weszłaby do Bawarii. Seehofer planował to już zrobić w 2016 roku, ale zrezygnował z jednego powodu – spowodowałoby to utratę władzy w Bawarii. A dla CSU Bawaria jest ważniejsza niż Niemcy.

Teraz, sytuacja wygląda tak, że w Bawarii jest bardzo silna AfD i wszystko wskazuje na to, że CSU i tak straci samodzielną władzę w Bawarii. Ludzie widzą to następująco – Seehofer od 2015 roku dobrze mówi, ale nic nie zrobił, czyli nas zwodzi. Jeżeli Seehofer nie przepchnie planu, to nie ma po co być w koalicji – bo straci władzę w landzie. Jeżeli CSU będzie samodzielną partią z normalnym chadeckim programem, to zje AfD w trzy minuty – ludzie nie głosują na AfD dlatego, że jest fajna, tylko dlatego, że Merkel jest szalona.

Co może zrobić Merkel ?

Merkel wie, że Seehofer musi i że raczej nie blefuje. Może sprawę postawić na swoim, ale to oznacza ryzyko wypowiedzenie koalicji i nowe wybory. Może przystać na plan CSU, ale to będzie oznaczało uznanie działań z lat 2015 za błąd. Będzie to demonstracja słabości. Merkel zawsze była silna tym, że jest silna, a poza siłą, jest osobą bez substancji. Okazanie słabości będzie rysą na teflonie i może się skończyć niedługim zrzuceniem jest przez młodych gniewnych.

Jak oceniam prawdopodobieństo ?

  1. Odrzucenie Planu Seehofera bez wyjścia CSU z koalicji – 10 %
  2. Odrzucenie Planu Seehofera i wyjście CSU z koalicji – 50 %
  3. Przyjęcie planu, bez konsekwencji – 20%
  4. Przyjęcie planu połączone z wywróceniem Merkel za kilka miesięcy – 20%

 

Z tych czterech scenariuszy wyszło mi, że na 70% era Merkel dobiega końca. Osobiście uważam, że najlepszy byłby scenariusz 2. Z CSU powstała by Niemiecka partia chadecka, coś jak CDU/CSU ery Kohla. Ta partia byłaby też naturalnym koalicjantem PiS-u. Orban jest zresztą stałym gościem na zjazdach CSU.

Z fragmentów CDU, resztkach po SPD i z Zielonych powstałaby zaś Nowa Lewica. Coś, co byłoby naturalnym koalicjantem Macrona.

Mi jest oczywiście bliżej do chadeków i cieszyłbym się, gdyby taka partia powstała. Co ważniejsze, powstałaby scena polityczna, w której partie są spójne ideologicznie.

Cała scena wyglądała by wtedy tak

  • Die Linke – lewica terenów zdeindustrializowanych, ludzi bez perspektyw
  • Nowa Lewica – lewica wielkomiejska, korporacji,  urzędników i nauczycieli
  • CSU – prawica bardziej związana z małymi miastami i prywatnymi firmami
  • FDP – wielkomiejscy liberałowie

Przegląd indeksów – DAX

DAX zdumiewająco dobrze wpisuje się w zniesienia harmoniczne, zarówno w osi cen jak i czasu. Ostatnia, głęboka korekta, zniosła 38% wzrostów od marca 2016 roku. Ta korekta wyraźnie przebiła średnią 200-stu dniową – DAXem rządzi bardziej Fibobacci niż średnie kroczące. Co ciekawe, punkty przełomowe tej rocznej fali hossy pokrywają się z punktami ciągu harmonicznego określonego pierwszym impulsem.

wpis_56_1

Wpisywanie się wykresu w strukturę harmoniczną sugeruje, że mamy tu wojnę robotów. Dla prywatnego inwestora to mało atrakcyjne pole do inwestowania.

Korekta byłą głęboka, na prawie 15%. Dla normalnego inwestora to sporawo, prawie formalna bessa. Mam wrażenie, że DAX jest bardzo wrażliwy na koniunkturę.  Spółki DAX-owe produkują głównie dobra kapitałowe, na które popyt potrafi w mgnieniu oka zaniknąć. Koszty, głównie pracowników, są stałe. Stąd chyba wynika, że gdy słabnie koniunktura, DAX spada w przepaść. Można powiedzieć, że ten spadek jest efektem głupoty inwestorów (którą byśmy chcieli wykorzystać …) koniunktura kiedyś przecież wróci. Z jednej strony tak, tylko czy wszystkie spółki ciężkie czasy przetrwają, wcale nie jest pewne. Zwykle kilka odpada.

Losy koniunktury wcale nie są jasne. Póki co, USA rozwija się w kierunku inflacyjnego boomu, na który FED raczej nie pozwoli. Jeżeli FED wywoła obecnie (najlepiej płytką) recesję, nikt mu złego słowa nie powie, ale pozwolenia na eskalację oczekiwań inflacyjnych będzie niewybaczalne.

Paradoksalnie, amerykański hamulec, poprzez wzmocnienie dolara może być dla Niemiec wiatrem w żagle – tyle, że ostatnim w tym cyklu. Uważam, że w perspektywie roku ryzyko znacznie przewyższa potencjał zysków.  Zamierzam sprzedać samochodówkę i zostawić sobie tylko Infineon. Nie wiem jeszcze co zrobię z Commerzbankiem, który ostatnio słabo zachwyca.

 

Przegląd indeksów – USA

W USA jesteśmy po książkowej korekcie. Bardziej książkowo już się nie da. S&P500, największy światowy indeks skorygował się ładnie do średniej 200-stu dniowej i przetestował ją trzy raz. Teraz wybił się ponad średnią 50-cio dniową. Widzimy też przy okazji, że to bardzo proste narzędzie analityczne – średnia krocząca – ma ogromną moc.

Możemy powiedzieć, że indeks odchorował już ekscesy ze stycznia tego roku i wraca do normalnych wzrostów. Potwierdzeniem byłby atak na 2800 a potem na szczyt.

wpis_55_1

Obecna hossa jest hossą technologiczną i  Nasdaq wygląda lepiej od S&P500. Indeks ledwie dotknął średniej 200-stu dniowej i ciągnie go już do walki o nowe szczyty.

wpis_55_2

Na nowe szczyty weszła już jedna spółka z naszej ulubionej branży ogrodniczej. Po długiej konsolidacji przez cztery miesiące i przetestowaniu średniej 200-stu dniowej, Apple wyszło na nowe szczyty.

wpis_55_3

Zgodnie z wynikami za ostatni kwartał, spółka ma dwa motory wzrostu. Pierwszy to wzrost cen iPhonów – liczba sztuk zwiększyła się o 4% a obrót o 14%. To cały czas efekt iPhona X. Drugim motorem wzrostów są usługi, czyli głównie sprzedaż treści. Ten pion zwiększył obroty o 30% r/r. Mało jest na świecie tak szybo rosnących biznesów. Warto dodać, że usługi generują obecnie 10 mld USD czyli więcej niż Mac i iPad razem. Jeszcze szybciej, 38% rośnie mały pion „inne produkty”, które zawierają też zegarki. Moim skromnym zdaniem, gdy wartość sprytnych zegarków będzie uzasadniała cenę, obecni właściciele iPhonów dokupią do nich zegarki. W ciągu kilku lat może być to rynek warty 100 mld USD rocznie.

Podsumowując

Gdybym był szefem banku centralnego w USA, zaczął bym się powoli martwić, czy nie zaczynamy się przegrzewać. Giełda się skorygowała i będzie dalej rosła, tymi samymi liderami. Bezrobocie jest na niskim, 4% poziomie. Comiesięczne nowe zwolnienia są na poziomie 200 tyś osób, nie widzianym od lat 60-tych, gdy siła robocza było o połowę mniejsza. Płaca godzinowa rośnie o 2.6 % r/r. Jest bardzo dobrze.

Widząc ceny obligacji podchodzące do poziomu 3% i średniej 200-stu miesięcznej, nacisnął bym na hamulec.

 

Przegląd indeksów – dominanta ekonomiczna

Przegląd indeksów zaczynamy od 10-cio letnich dolarowych obligacji amerykańskich. Ten wykres, obok ropy, jak już wielokrotnie pisałem taktuję jako opis dominanty ekonomicznej a nie przedmiot do handlu.

wpis_54_1

Pierwszy wykres przedstawia rentowność 10-cio letnich papierów, w skali liniowej. Jak widzimy, hossa na obligacjach zaczęła się w 1982 roku. To już 36 lat. Stały spadek rentowności możemy rozumieć jako stałą presję na inflację, czyli stałe zwiększanie efektywności produkcji. W tym okresie, akcje rosły generalnie razem z obligacjami. Wyjątkiem była zawsze ostatnia, inflacyjna faza hossy, gdy akcje rosły i rosła też rentowność (cena obligacji spadała). Po załamaniu na giełdzie, sytuacja się odwracała – akcje spadały a ceny obligacji rosły.

Od około 2012 roku rentowność obligacji jest w kanale bocznym 1.3 %- 3%. Teraz dochodzimy do górnego ograniczenie tego kanału, oraz do średniej 200-stu miesięcznej. Jeżeli kanał dalej obowiązuje, to teraz rentowność powinna spadać. Generalnie, spadek rentowności obligacji oznacza słodzenie gospodarki czyli deflacyjną recesje. Wyjątkiem był rok 2014, gdy rentowność spadła dzięki łupkowej rewolucji.

Jeżeli kanał ma trwać to przed nami albo schłodzenie, albo nowy wynalazek, który doprowadzi do spadku cen na szerokim froncie.

Druga opcja to wybicie się z kanału bocznego górą. Oznaczałoby to wyjście z deflacyjnej dominanty gospodarczej. Może być to inflacyjny boom jak i może być to inflacyjna recesja. Jeżeli się to stanie to będziemy na nowej ziemi, takiego zjawiska nie mieliśmy od wspomnianych 36 lat. Jedyną wskazówką mogą być lata 1950-1982. Na pewną będą to czasy dobre dla pracowników, jednak wtedy wysoka inflacja (nadwyżka popytu nad podażą) wynikała z dużej liczby dzieci, a teraz z nadwyżki emerytów.

 

wpis_54_2

Dodałem tu wykres stóp krótkoterminowych. Widzimy, że od kryzysu stopy te wynosiły praktycznie 0. Dyferencjał miedzy stopami krótkimi a długimi był wysoki, wynosił w porywach 3-4%. Wysoki dyferencjał oznacza dużą płynność i za mało, za ostrożne inwestycje, w gospodarce kapitalistycznej to zawsze zapowiedź boomu. Dlatego przez te wszystkie lata byłem bykiem i mówiłem – korekty mogą być, ale kierunek jest jeden.

Teraz krótkoterminowe stopy procentowe są już tylko trochę niższe niż długoterminowe. Zostało 0.5%, czyli dwie podwyżki. Pamiętajmy przy tym, że inwersja oprocentowania – sytuacja, gdy krótkie stopy są wyższe niż długie – jest zawsze zapowiedzią recesji. Niektórzy twierdzą, że najlepszą zapowiedzią.

 

wpis_54_3

Dość ciekawie wygląda też wykres ropy. Cena wybiła się ponad średnią 200-stu miesięczną, która byłą wsparciem na przełomie 2008/2009 roku. Cena wybiła się też ponad średnią 50-cio dniową. Gdyby to był wykres jakiejś spółki giełdowej, to powiedziałbym, że akcjonariat się już wymienił, i spółka odchorowała już zwałkę z 2014 roku. Czy więc przed nami wzrosty ?

Eskalacja ceny ropy może doprowadzić do sytuacji, gdy FED będzie musiał mocno nacisnąć na hamulec. Będzie to oznaczało recesję, bessę ale też i powrót do świata który znamy. Do zarządzania cyklem gospodarczym, który znamy. Po powrocie do równowagi wracamy do gry. Możemy mieć jednak nadzieję, że rosnąca zbyt szybko cena ropy doprowadzi do wzrostu inwestycji w nowe odwierty łupkowe. Byłoby to powtórzenie scenariusza 2014 roku. Ten scenariusz to mój ulubiony, co wcale nie znaczy, że się spełni.

Na koniec mało sympatyczna sprawa. Zasadniczo nie jestem zwolennikiem tworzenia scenariuszy o Ostatecznym Krachu Systemu. Teraz jednak mam wrażenie, że Netanyahu prze w kierunku konfrontacji z Iranem. Nie wiadomo jak daleko może się to wyeskalować. Nie wiadomo jakie powstaną koalicje. Nie wiadomo do jakiej koalicji wejdzie Polska.

Koalicjantem Izraela jest USA. Wygląda na to, że Niemcy staną przeciwko Trumpowi, nie wiadomo jak się zachowa Francja i Wielka Brytania. Najgorsze co mogła by Polska zrobić to wystąpić przeciw europejskim partnerom razem z USA i Izraelem. Wtedy Polska nie pozbędzie się przyjaciół i będzie pomagać swojemu jedynemu realnemu wrogowi. Zamieszanie na Bliskim Wschodzie zawsze prowadzi do zawirowań ceny ropy. Przy czym należy pamiętać, że rozpoczęcie działań wojennych prowadzi już do jej spadku – tak było w przypadku Pierwszej Wojny w Iraku.

Powrót do życia (ale nie GetBack)

Ostatnie dwa-trzy miesiące minęły mi w mgnieniu oka. Najpierw kilka fajnych analiz w pracy, potem spóźniona wiosna i dużo pracy w ogrodzie. Jeszcze tylko wczesny urlop za tydzień i od czerwca już z górki.

W międzyczasie skończyła się lutowa korekta i pora na przegląd indeksów (pojawi się tradycyjnie w sobotę). Zastanawiam się przy tym, który indeks jest teraz ważny, który nadaje ton pozostałym indeksom. Zaczynam się przychylać tu do tezy, że jest nim rentowność amerykańskich 10-cio latek, które jakby chciały się wybić ponad 3% i wyjść z kanału bocznego trwającego „od zawsze”, czyli od kryzysu.

W międzyczasie rozwinęła się afera GetBack która pośrednio jest związana z tematyką tego bloga. Przestrzeń bloga jest wyznaczana przez cztery punkty: analiza techniczna wykresów, analiza makroekonomiczna oraz analiza fundamentalna sektorów i spółek. Czwarty temat, to, zwykle kontrowersyjne, teksty społeczno-moralizatorskie. Te są zwykle chłodno przyjmowane przez czytelników – są kontrowersyjne, generalnie dlatego, że niekontrowersyjnych nie warto pisać. Przypomnijmy fragment prognoz na nowy rok:

Inwestując akcję, dajemy komuś pieniądze bez pokwitowania. Jeżeli zarząd osiąga swoje cele kosztem klienta albo pracownika, jeżeli wobec klienta lub pracownika jest cwaniaczkiem, to prędzej czy później kiwnie też inwestora. Takich spółek trzeba unikać jak ognia. Czy ja właśnie napisałem, że GTN rozpoczyna kolejną falę spadkową ?

Nie powiem, że przewidziałem aferę GetBack, ale powiem, że złapałem wiatr. GetBack to stajnia Getinu i to on sprzedawał feralne obligacje. Sam GTN też dał już radę stracić prawie 40%. Tu dochodzimy do morału, po co są opowiastki moralizatorskie – nie chodzi w nich o to, by zarobić, ale o to, by uniknąć wtopy.

 

Jakie krawaty …

Polska jak lew broni swojej historycznej roli Męczennika Narodów. Dochodzimy tu jednak do paradoksu. Jeżeli Polska chce być wierna swojej tradycji męczeństwa, to granie tej roli oznacza przyjęcie na siebie winy za wszelakie zbrodnie II Wojny Światowej. Na tym polega to męczeństwo dzisiaj – bycie męczennikiem oznacza uznanie się za sprawcę.

Jeżeli jednak Polska chce chronić swoją tradycję męczeństwa, to musi jej jak lew bronić – sprzeniewierzając się tym samym samej istocie owej tradycji. By być uznanym za męczennika, trzeba teraz być sprawcą. Jak się nie obrócić, to siedzenia zawsze z tyłu.

Według mnie wyjściem jest ucieczka w przód: Zrobiliśmy to, by bronić naszych interesów, i gdy będzie trzeba, nie będziemy mieli strachu, by zrobić to ponownie. Wiec uważajcie.